niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 3

W końcu koniec! ;D A więc podaje wynik pracy;



                                                                       Rozdział 3

Ludzie często mówili o Collinie, że był zapominalski. Ale jeśli chodzi o pieniądze, to nigdy o niczym nie zapominał. Ci, którzy zapominają, nie mogą nawet marzyć o osiągnięciu jego poziomu. 
Gdy chłopak wrócił do domu, natychmiast wszedł do gabinetu i odebrał telefon
-Przepraszam, że przeszkadzam. Czy jest pan może prezesem Korporacji Kotani? –zapytał się uprzejmie Collin.
Po drugiej stronie odpowiedział rozgniewany głos mężczyzny w średnim wieku.
-Tutaj Kotani. Kim, do cholery, jesteś?!
Musiał myśleć, że Collin jest słaby tylko dlatego, że jego głos brzmiał młodo.
-Nazywam się Collin Breen. Miło mi pana poznać.
-Collin Breen... -Jego głos osłabł. -Och, racja. Prawa ręka Leroya Breena.
Prawa ręka… Ludzie mawiali, że Collin jest tylko pasożytem, który żeruje na pozycji ojca. Wygląda na to, że ostatnio opinia o nim się poprawiła.
-Skoro rozmawiam z mózgiem Korporacji Breen, powiem wprost. Wkraczacie w nasz biznes. Jak zamierzacie nam to "zrekompensować"?- zapytał się mężczyzna
Korporacja Breen to grupa, która ma swoich ludzi zarówno w podziemiu, jak i w policji. Jest także głównym członkiem Przymierza Souwa. Ojczym Collina, Leroy Breen jest jednym z przywódców tej grupy. Z powodu wzrostu znaczenia policji, czasy, w których pewna ważna grupa przestępcza Anglii używała siły do walki o terytorium minęły. Będąc na skraju upadku, szefowie tej grupy zebrali się i zaproponowali podjęcie pokojowej drogi rozwiązywania problemów. Od tego czasu zaczęli używać legalnych interesów jako przykrywek. Głównym pomysłodawcą tego wyjścia z podziemia do normalnego świata była Korporacja Breen
-“Zrekompensować...?’’ Cóż, nie mówi pan o tym zbyt spokojnie. – odpowiedział Collin nie odpowiadając do końca na jego pytanie.
Na powierzchni Korporacja Breen jest legalnym biznesem, ale tak naprawdę jest to tylko odłam grupy Souwa. Zasadniczo Korporacja Breen jest twarzą Souwy. Zarządza finansami takimi jak nieruchomości, budowy, turystyka, restauracje, rezerwaty, pola do golfa i wiele więcej. Dochód jest porównywalny z dochodami największych legalnych korporacji.
-Kluby i hotele w Centralnej Dzielnicy powinny być pod naszą kontrolą.
Niestety korporacja ta ma kilka sporów z innymi organizacjami w kręgu. Na przykład z krzyczącą teraz na Collina osobą. 
-Bardzo mi przykro, ale nic nie świadczy o tym, że tylko wy możecie otwierać tam kluby i hotele. –odpowiedział Collin.
-Co ty pieprzysz?! To był mój teren przez dziesięć lat! Jak mogliście o tym nie wiedzieć?! –wrzeszczał rozwścieczony mężczyzna
...Miał rację, Collin wiedział o tym. Wiedział również, że te hotele i kluby są głównym źródłem jego dochodów.
 -Nic nigdy nie pozostaje wieczne, nawet długotrwała współpraca. Inaczej nie istniałyby rozwody, nieprawdaż? -odezwał się spokojnie chłopak.
-Coś ty powiedział?! – mężczyzna zaczął gwałtownie wciągać powietrze.
-Panie Kotani. Wygląda na to, że czegoś tu pan nie zrozumiał. My nie próbujemy przejąć pana biznesu. Po prostu rozszerzamy naszą działalność. Nasza korporacja pracowała tylko trochę ciężej niż pańska. To legalny interes. Czy w tym przypadku naprawdę jest konieczne, aby mówić konkurentowi, jak powinniśmy się prowadzić?
W tym momencie Collin usłyszałem przez słuchawkę jakiś trzask. Prawdopodobnie z gniewu kopnął w biurko, znieważony przez bycie krytykowanym przez zwykłego chłopca.
-Posłuchaj, gówniarzu. My również jesteśmy częścią Przymierza Souwa. Innymi słowy, jesteśmy braćmi dla Korporacji Breen.
-I co w związku z tym? 
-Przestań robić sobie ze mnie żarty! Próbujesz okraść własnego brata? Jesteś synem kogoś, kto siedzi w interesach i nie wiesz, jak się zachowywać?!
Właściwie to Collin nie jest częścią ‘rodziny’. Poza tym Leroy Breen nigdy nie nauczył go takich grzeczności. Zamiast tego, Breen powiedział mu: kiedy rozmawiasz z takimi idiotami jak ten mężczyzna, trzeba myśleć jak myśliwy stojący przed swoją zdobyczą.
-Och, przepraszam za zmianę tematu, ale wierzę, że pańska firma ma pod ręką sporo gotówki, racja? –powiedział wolno Collin.
-Co?!
-Pochodzącej z nielegalnych interesów, czyż nie? –zapytał przebiegle.
-Uważaj na słowa, chłoptasiu. Jaki masz na to dowód?
-Sprawdziłem ostatnio, czym zajmowało się pańskie przedsiębiorstwo. Znalazłem informacje na temat czarnych interesów, które miały ukryć pański dochód i liczne konta w bankach używające fikcyjnych nazwisk. Czy nie sądzi pan, że policja mogłaby zainteresować się tymi dokumentami? 
-Nie mam pojęcia, o czym ty mówisz!
Collin nie odpuścił swojej zdobyczy.
-No to w takim razie po prostu je upublicznię.- powiedział lekkim, przebiegłym głosem.
Chłopak mógł teraz tylko wyobrażać sobie wyraz jego twarzy.
-P-Próbujesz mnie szantażować? –Głos w telefonie nie brzmiał już tak pewnie jak wcześniej.
-Oczywiście, że nie. Jeśli chodzi o rozwiązywanie sporów, zawsze preferowałem legalne metody. Tak długo, jak może pan zaakceptować nasze nowo otwarte kluby i hotele w Centralnej Dzielnicy, będe całkiem zadowolony.
Ze słuchawki wydobył się morderczy krzyk pełen upokorzenia. I wtedy w końcu się poddał. Mimo wszystko, od początku to Collin trzymał asa w rękawie.
Wszystkim, co zostało jeszcze do zrobienia, było wywarcie na nim odrobiny więcej presji.
-W takim razie, miło się z panem rozmawiało.
Gdy Collin odłożył telefon, sprawdził maila i jeszcze raz podniósł słuchawkę.
-Hej, tutaj Collin. Dziękuję za odebranie telefonu.
...Tak wyglądało jego życie, odkąd spotkał Leroya Breena.
-Dzwonię, by porozmawiać o rachunku z Przedsiębiorstwa Zarządzania Showa...
...Ogromne sumy pieniędzy krążą pod jego kierownictwem, jednak nie jest nawet formalnym pracownikiem Korporacji Breen.
-Tak, przeczytałem pańską propozycję, ale jest niezadowalająca…
...Jest tylko uczniem, ale jego decyzje mogą sprowadzać kompanie na skraj bankructwa, a nawet rujnować ludzi.
-Tak... Ogólnie rzecz biorąc, przedsiębiorstwo musi przygotować trzy kopie...
Jedyną rzeczą, jakiej nauczył się do tej pory jest to... że pieniądze są wszystkim.
-Jedna kopia dla akcjonariusza, jedna dla banku i jedna dotycząca interesów, jakimi się zajmujecie. Oczywiście każda z nich musi się nieznacznie różnić od pozostałych. Jestem pewien, że wie pan, o co chodzi, prawda?
Wszyscy żyją dla pieniędzy. Ich życie kręci się wokół nich.
-Dokładnie... Nie, nie... To przedsiębiorstwo nie przetrwa dłużej, jeśli o to pytasz... Oczywiście... 
Wiek, płeć, zawód... Wszystko to traci znaczenie, gdy weźmie się pod uwagę czyjeś bogactwo.
-Nie do końca. Jeśli jest pan zadowolony z moich usług, mogę zaoferować panu więcej... Dobrze...
...Wszyscy się Collina boją i szanują. Ale nie poprzestanie na tym. Chciał więcej siły. Na chwilę obecną jest to tylko Korporacja Breen, ale pewnego dnia przejmie całą Souwę. Wtedy będzie mieć moc, aby wpłynąć na całe społeczeństwo. Politycy, prezesi międzynarodowych korporacji, wszyscy bedą się przed nim kłaniać. Tym, czego pożąda, jest pozycja lalkarza, kryjącego się w cieniu. 
Ostry ból wybuchł w czole Collina. ‘Co się dzieje?’, zapytała osoba po drugiej stronie słuchawki.
- Hm? Och nie, nic takiego. Mam nadzieję, że w przyszłości dobijemy kolejnych interesów.
Collin szybko odłożył słuchawkę.
Nigdy nie zawracał sobie głowy zapamiętywaniem rzeczy, które dotyczyły jego zwykłego życia i nie są związane z pieniędzmi, szkoły na przykład. Odpoczął przez chwilę w salonie. Nagle obserwował, jak jego ręce sięgają po płaszcz. Jego wspomnienia z tego dnia... Urwały się w tym momencie.
                                                       ***
Następnego dnia było wyjątkowo pochmurnie i brzydko. Collin znów szedł do szkoły.
Nie musiał w niej myśleć, więc całkiem dobrze się bawił. Zastanawiał się jakie problemy przyniesie dzisiejszy dzień. Z dziwnych, nie znanych sobie powodów miał złe przeczucie. Nie dość, że jest tak zimno, to jeszcze czeka go siedem długich, nudnych godzin siedzenia w ławce. Podmuch chłodnego wiatru uderzył go w twarz. Collin otulił się mocniej płaszczem, gdy nagle usłyszał czyjś głos
-Collin! 
Sara niespodziewanie wybiegła zza rogu budynku.
-Jesteś straszny –oburzyła się dziewczyna
-Hm? –Collin nie wiedział o co jej może chodzić. Przecież nic nie zrobił.
Ze straszliwą siłą ścisnęła jego dłonie.
-Co? Co ty tutaj, do diabła, robisz tak wcześnie?!
-Co ja robię? To raczej ciebie powinnam o to zapytać! -Sara zaczęła okazywać niezadowolenie. -Jak mogłeś to zrobić?! 
Zaczęła mieć do niego pretensje, a on wciąż nie wiedział o co.
-Wybacz, ale nie wiem, o co chodzi. –odpowiedział więc tylko patrząc się na nią lekko zaskoczony.
-Obiecałeś! -jej oczy wyglądały, jakby czegoś szukały
-Obiecałem...? –chłopak zaczął przeszukiwać swoje myśli w poszukiwaniu wczorajszej obietnicy.
-Naprawdę zapomniałeś! Obiecałeś, że przyjdziesz na mój trening! –krzyknęła z wyrzutem na twarzy.
...Ach, jak już o tym wspomniała, to przypomniał sobie ,że naprawdę jej coś takiego mógł obiecać.
-Och, jeśli o to chodzi... Naprawdę cię przepraszam.
Lepiej dla mnie, że ją przeprosiłem...-pomyślał Collin.
-Co wczoraj robiłeś –wpatrzyła swoje wielkie ciekawskie oczy w chłopaka
-Przepraszam, wczoraj zgubiłem portfel i spędziłem sporo czasu szukając go. –skłamał nie mrugnąwszy nawet okiem. W tej kwestii był ekspertem.
-Och? Gdzie go zgubiłeś?
-Na Centralnej Alei.
-Co tam robiłeś? -zapytała podejrzliwie Sara.
-Byłem z Connie. –wiedział, że będzie go wypytywać tak długo dopóki nie powie prawdy więc wolał mieć już to za sobą.
-Connie? Po co? –czy ona naprawdę musi wszystko wiedzieć?
-Nie musisz mnie tak przesłuchiwać... Po prostu spędzaliśmy razem czas.- powiedział mocno zniecierpliwiony już Collin
-Mogłeś chociaż zadzwonić. –powiedziała głosem pełnym wyrzutów.
-Bardzo, ale to bardzo cię przepraszam.
-No dobra, dobra. Mogę ci wybaczyć, ale tylko dlatego, że cie dobrze znam.
Obiecaj, że dzisiaj przyjdziesz na mój trening. 
-Tak, tak, na pewno przyjdę.-tym razem musiał o tym pamiętać.
-No dobra, to chodźmy do szkoły!
Sarze znów wrócił dobry humor, więc uśmiechnęła się promiennie i poszła przodem. Collin nigdy nie mógł pojąć jak ona mogła mieć tyle energii… Wstawała zawsze o piątej rano by podążyć na swój poranny trening, a wracała do domu dopiero po 21. Mimo to ostatnio często zdarzało jej się zasypiać w szkole. Może jej dobry humor to tylko przykrywka… Nikt kto przeżył tyle lat pracy praktycznie bez żadnej dłuższej przerwy nie miał takiego usposobienia jak Sara. Reszta drogi upłynęła w spokoju, a dziewczyna nie powróciła już do tematu niewypełnionej obietnicy.

Na dworze robiło się coraz zimniej, dlatego uczniowie zaczęli nosić cieplejsze rzeczy. Kiedy byli już blisko budynku szkoły, zobaczyli całą masę różnokolorowych kurtek i szalików.
-Proszę posłuchać, panno Shely. Coś pani powiem...
Gdy w końcu doszli do bramy szkoły, ujrzeli dziwny widok.
-Jestem świetnym sportowcem!
Neil zarywał do naszej nieszczęśliwej panny Shely....Poza tym Collin był pewny, że jest beznadziejny, jeśli chodzi o sport.
-Zwłaszcza w surfingu.
...Wcale nie potrafi surfować. Jak zamierza dowieść swoich umiejętności? Do lata jeszcze trochę czasu. 
-(...Hehe, to jest właśnie to, co nazywają kłamstwem doskonałym. Gdy kłamstwo okaże się prawdą, nie będzie już dłużej kłamstwem. Hehe) 
-Kłamca! –Sara zaczęła niespodziewanie krzyczeć.
-Hę? –Neil odwrócił wzrok w stronę Sary.
-Co takiego, Sara? –zapytała zdziwiona nauczycielka
Kanon jest bardzo popularna w szkole. Wszyscy ją znają, łącznie z nauczycielami ...Ale na razie pomińmy ten temat. Drżący ze strachu Neil jest znacznie bardziej interesujący.
-Sara wie, że Neil nie ma pojęcia, jak surfować. –powiedziała patrząc się na niego.
-C-Coś ty powiedziała? (Cholera! Czemu musiała o tym powiedzieć akurat w tej chwili...?!)
-Pamiętasz, jak byliśmy na wycieczce nad morzem? Gdy tylko znalazłeś się w wodzie, mało co nie utonąłeś! –uśmiechnęła się przywołując to wspomnienie, chociaż wcale nie było ono zbyt radosne.
-( Dobrze wiedziałaś, że nie potrafię pływać, a mimo to wepchnęłaś mnie do wody!)
-N-Neil? Co tam mamroczesz pod nosem? –pani Shely była już naprawdę zdezorientowana
-N-n-nic, nic takiego. –próbował się wykręcić chłopak.
-Och, Neil, przecież to oczywiste, że chciałbyś coś powiedzieć. –mówiąc to Sara uśmiechnęła się złośliwie.
-Ach, hahaha, nie przejmuj się tym. Po wycieczce zapisałem się na kurs pływacki. –odpowiedział drapiąc się w tył głowy. Nie zabrzmiało to jednak tak pewnie jak by chciał
-Serio? Serio? Na jaki basen chodziłeś? –ożywiła się Sara
Cóż, od początku kłamie, więc nie ma mowy, żeby odpowiedział na to pytanie...Ciekawe, jak Neil z tego wybrnie...
-M-Mam dzisiaj dyżur, więc pa . Zobaczymy się później!
Ucieczka niczego nie zmieni. Collin westchnął Neil był tchórzem.
-Neil, przecież nie masz dzisiaj dyżuru! Zaczekaj! –zawołała Sara
I tak oto demon zaczął ścigać błazna.
Ach... Pomimo tego okropnego zimna, w szkole wciąż było przyjemnie. I z tą myślą Collin poszedł w stronę drzwi wejściowych.

Neil wbiegł do klasy z Kanon siedzącą mu na ogonie. Pewnie całą drogę biegł sprintem, dlatego teraz tak dyszy. Natomiast Kanon nawet się nie spociła.
-Collin!- krzyknęła w kierunku chłopaka radośnie -Sara trochę sobie pośpi zanim zacznie się lekcja.
-Och! Jesteś zmęczona po porannym treningu? –zapytał się Collin.
-Nie, zeszłej nocy rozmawiałam z ojcem. Trochę się zagadaliśmy. –powiedziała radośnie.
Z Leroyem...?
-Ojciec coś mówił?
-‘Powodzenia! Mam nadzieję, że dostaniesz się na Olimpiadę.’ Czy to nie słodkie?
-Taa… -odpowiedział powoli Collin.
Obawy Collina osiągnęły punkt krytyczny, ale nie będzie się tym przejmował w szkole.
-No dobra, teraz Sara idzie spać.
Zasnęła zaraz po tym, jak usiadła na miejscu. Collin patrzył się na nią zaskoczony. Jak bardzo on chciałby tak łatwo zapadać w sen…
Lekcja właśnie się zaczęła kiedy chłopak usłyszał odgłos szybkich kroków dobiegający z korytarza.
-Hah, udało się...-w chwili gdy Collin usłyszał te słowa, zobaczył w drzwiach znajomą sylwetkę Connie
-A ty co? Prawie się spóźniłaś. –zdziwił się Collin zerkając na nią.
Po tym, jak się z nią przywitał, Connie się uśmiechnęła.
-Późno położyłam się spać, więc zaspałam. –odrzekła.
-Pewnie do późna pisałaś w swoim pamiętniku, co? –zapytał Collin, unosząc brwi.
-Łał, skąd wiedziałeś? –dziewczyna zwróciła ku niemu zaskoczone oczy.
-Łatwo było zgadnąć. –mruknął tylko.
-Byłam wczoraj razem z tobą, wiec musiałam przelać wszystkie swoje uczucia na kartki mojego pamiętnika. –mówiąc to patrzyła na swoje buty.
-Powtórzymy to dzisiaj?
-Ach, zapamiętałeś! –ucieszyła się dziewczyna i spojrzała radośnie na niego.
-Oczywiście. –potwierdził Colli
-spotkamy się w tej kawiarni zaraz po szkole, okej? –zapytała z nadzieją.
-Jasne –powiedział beztrosko Collin, ale nagle spoważniał- Jeśli coś się zdarzy, to zadzwoń. Wciąż masz mój numer, prawda?
-Ok, nie ma problemu –Connie uśmiechnęła się do niego. -Och, wygląda na to, że Felicity znów jest dzisiaj nieobecna…
-Słyszałaś, co się z nią dzieje? –spytał, próbując sprawiać wrażenie jakby nie za bardzo go to obchodziło
Connie spuściła głowę tak, jakby zrobiło jej się czegoś żal.
-Mii też dzisiaj nie ma.
-Mia, co? Dopiero co się tutaj przeniosła... –zauważył chłopak.
-Powinnam wziąć od niej numer telefonu. Powiedziała mi wczoraj, że od dziś będziemy przyjaciółkami. –rzekła zmartwiona, patrząc się oczyma pełnymi obawy na Collina
-Nie uważasz że to trochę dziwne? Powiedziała: ‘Zacznijmy od jutra’…
Collin wiciąż nie mógł się otrząsnąć po wczorajszych wydarzeniach.
-Ani trochę. Mia jest nieśmiała, więc to pewnie dlatego.
-Skoro tak myślisz… -powiedział nadal nie do końca przekonany Collin.
Connie potrafiła znaleźć dobre cechy w każdym. Gdyby ją zaprowadził do Leroya –choć trudno sobie to wyobrazić- nie miałaby z nim pewnie problemu.


I tak nadeszła przerwa na drugie śniadanie, a Mii jak nie było, tak nie ma.
-Neil, nie wolno kłamać, wiesz? –Sara ciągle drażniła się z Neilem, ze złośliwym uśmiechem na drobnej twarzy.
-Nie kłamałem. Możesz już przestać? -powiedział Neil i napchał sobie usta budyniem. Wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać.
-Jesteś dziwny, cały czas jesz tylko słodycze! -Sara wskazała na kawałek czekolady, który trzymał w dłoni.
-Dopóki jem różne słodycze, jest w porządku –zaperzył się Neil.
-To bez sensu. –mrukneła Sara 
-Nie obchodzi mnie to! To moja sprawa, co jem! Wczoraj czekolada, dzisiaj budyń! –wybuchnął chłopak patrząc się wojowniczo na Sare.
Hmm... Jak o tym pomyśleć, to faktycznie każdego dnia je inne słodycze.
-Pogoda jest dziś średnia, wszyscy zebrali się razem. Jest naprawdę zabawnie. –mamrotała cicho Connie nie przestając ruszać długopisem. -każdy spędza czas tak, jak lubi.
-Hej, chodźmy w tę niedzielę na basen. –wykrzykneła uradowana Sara
-M-Muszę kupić jedzenie dla zwierząt, więc nie dam rady. –próbował wykręcić się Neil
-Kanon, uwierz Neilowi... –nagle Connie urwała i zrobiła wielkie oczy.- Hę? Czy to...? Czy to... Mia ?

-Ach tak. -Neil natychmiast udzielił odpowiedzi. -Nie ma mowy, żeby ktoś mógł pomylić te włosy.
-Hej, Mia! –krzykneła Sara
-Hm? -wygląda na to, że Mia w końcu ich dostrzegła.
-Mia, chodź tutaj! –powtórzyła dziewczyna.
Wszyscy ją zawołali. 
-…
Mia ostrożnie zbliżyła się do nich. Jej monstrualne włosy łamały prawa fizyki.
-Ach, cześć... –odezwała się cicho.
-Mia, kiedy tutaj przyszłaś? –zapytała wesoła Sara
-Przed chwilą. Lubię długo pospać.
-Czemu weszłaś na dach? –zdziwił się Neil
-Hę?
-...‘Hę?’ to nie odpowiedź, jakiej oczekiwałem... Wczoraj też cię tutaj widzieliśmy, co nie? –spytał Neil patrząc na nią z ciekawością
-Weszłam tu bez powodu, po prostu lubię wysokie miejsca, to wszystko. –mruknęła ponuro.
Connie podeszła do niej.
-Mia, Mia. Od dzisiaj będziemy przyjaciółkami, zgoda?
Connie niesamowicie się cieszyła.
-Kim jesteś? –zapytała się Mia patrząc na Connie.
Dziewczyna patrzyła się na nią z szeroko otwartymi oczami i buzią
-Ach, przepraszam. Teraz pamiętam. –zrekompensowała się Mia.
-Naprawdę? –ożywiła się od razu Connie.
-Tak –powiedziała krótko, poprawiając swoje włosy.-Nazywam się Mia Shelby, a ty kim jesteś? 
-...Chyba naprawdę zapomniała... –szepnął Neil do Collina
-C-Connie… -wyjąkała wciąż oszołomiona dziewczyna.
-Connie, tak? Dobrze. Zapamiętam. –powiedziała Mia, nie zwracając uwagi na zażenowanie Connie.
-Ach, ja też, też chce się przedstawić! Jestem Sara! –wykrzyknęła Sara.
-Okej. Sara. Zapamiętam.
-Ach, no to ja też! Jestem Neil! –krzyknął wesoło chłopak
-Nie. Dwoje ludzi to mój dzienny limit. –powiedziała wyniośle Mia
-Ale, ale… -Neil patrzył się przed siebie z pustymi oczami.
-Connie, Sara, posłuchajcie mnie. Proszę, mówcie do mnie ‘Bohater’.
-Huh?
-Jakiś problem? –Mia przenosiła wzrok to z jednej, to z drugiej.
-To nie tak, że mamy z tym jakiś problem... –zaczęła Connie.
-Po co? –Sara wypowiedziała prosto z mostu pytanie które wszyscy mieli w głowach.
-Bez powodu, po prostu chciałabym, aby moi towarzysze tak się do mnie zwracali.
-Wciąż tego nie czaję, ale okej. –powiedziała powoli Sara
-Mnie to nie przeszkadza. Dzięki temu zostaniemy przyjaciółkami. –uśmiechnęła się Connie.
Czemu ta sytuacja jest tak dziwaczna...? Coś jest z tą dziewczyną nie tak, ale Collin nie miał narazie ochoty dowiadywać się co to takiego.
-W porządku. Mam dobry humor, więc się zabawimy. –powiedziała Mia, zatarłszy ręce.
Zabawimy? O co może chodzić?
-Connie, będziesz klerykiem. –mówiąc to zwróciła swoje wielkie oczy w strone Connie
-Ech? Klerykiem? A co on robi? -zapytała się niepewnie dziewczyna
-Uzdrawia. –mruknęła krótko.
-Uzdrawia? –Connie wyglądała na zdziwioną
-To świetnie pasuje do Connie! –ucieszyła się Sara- Hej, hej, a co ze mną? 
-Ty będziesz wojowniczką. –powiedziała Mia zwracając się do Sary
-Och, wojowniczka! Brzmi świetnie!
-A co ze mną?! Chcę być magiem! –powiedział Neil
-Netil, Ty możesz być szlamem.
-Zrób ze mnie chociaż człowieka! –Neil wcale nie wyglądał na szczęśliwego tą funkcją.
-Nie wiem czemu, ale za każdym razem, gdy widzę Netila, kojarzy mi się z takimi rzeczami. –powiedziała tylko Mia, nawet nie zaszczycając chłopaka wzrokiem.
Neil odwrócił się w przeciwną stronę i zaczął coś mruczeć pod nosem. 
-Hej, hej, a co z moim bratem? –Sara położyła swoją rękę na ramieniu Collina
-Ze mną? –zapytał się nerwowo Collin
-Och... Mia, to Collin.
Connie pofatygowała się, aby go przedstawić, chociaż wcale ją o to nie prosił.
-Rozumiem...- Mia zlustrowała Collina od stóp do głów.
-C-Co...? -wyjąkał
Twarz Usami nagle stężała, jakby ujrzała coś szokującego.
-...Z pewnością... –powiedziała cicho.
-Co? –zapytała Sara patrząc na nią podejrzanie.
Collin zupełnie nie rozumiał, o co jej mogło chodzić. Jej mina była dziwna czy może raczej jej twarz nie miała wyrazu. Wyglądała tak, jakby się nad czymś zastanawiała, ale jednocześnie nie myślała o niczym.
-Hej, a kim będzie mój brat? Pewnie błaznem, co? –zaczeła ponownie Sara z niepewnym uśmiechem.
-Nie... –powiedziała wolno Mia.
Gdy  miała już zacząć mówić, zadzwonił dzwonek.
-Haha! Nie mam pojęcia, o co chodzi, ale miło mi cię poznać. –powiedział Collin wyciągając dłoń i czekając na taką samą odpowiedź.
-…
-Coś nie tak? Może spotkaliśmy się w poprzednim życiu? –próbował zażartować chłopak.
-Mogę cię o coś zapytać? -Mia zaczęła się dziwnie zachowywać.-Nie jesteś zwyczajnym uczniem, prawda?
-Jesteś jakimś detektywem? Jestem najzwyklejszym uczniem, jakich pełno dookoła. –powiedział lekko Collin przypatrując się jej.
-Hmm… Moim zdaniem nie wyglądasz jak byś nim był…
- Tak? A niby która normalna dziewczyna w twoim wieku kazałaby mówić do siebie ‘Bohater’? –odgryzł się Collin. Obudziły się w nim nawyki nabyte w pracy.
-Chyba należy ci się punkt.. –odrzekła dziewczyna a kąciki jej ust uniosły się w delikatnym uśmiechu
...Co mogło ją rozbawić?
-Powinniśmy się pospieszyć. WF zaraz się zacznie. –powiedział Neil patrząc w stronę szkoły
-Ach, racja. Lepiej się pospieszmy! –zawołała Sara
-Sara, naprawdę lubisz sport, co? –zapytała jej się Connie, chociaż i tak znała odpowiedź.
-Dzisiaj gramy w siatkówkę! –ucieszyła się Sara.
Sara jak zawsze paradowała z nadmierną energią.
-Nie idziesz, Mia? –zapytał się Collin.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, tylko się na niego dziwnie patrzyła. Collin poczuł się niezręcznie. Lepiej ją zignorować –pomyślał.
-No to do zobaczenia na dole... –powiedział więc tylko i poszedł razem z innymi w stronę zejścia z dachu. Nie wiedział czemu, ale wracając do klasy, cały czas czuł jej wzrok na plecach.

2 komentarze:

  1. Mia jest, hmm, przerażająca. Bardzo mnie zaintrygowała. :) Czekam zniecierpliwiona na następny rozdział. ;)
    Pozdrawiam, Bubblegum.
    http://oblakanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja sobie wchodzę na Twojego bloga, a tu się okazuje, że jestem 2 rozdziały w tyle xd Muszę nadrobić!

    Okej, Mia jest dziwna. Zachowuje się, jakby wiedziała dzięki samemu spojrzeniu o charakterze danego człowieka ;D Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było. Tylko... Chyba mi się nie przewidziało, że wchodziła na dach szkoły? To jest dziwne... Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania Collina i Connie :)

    Pozdrawiam, życzę weny i idę czytać kolejny rozdział.
    http://polelf-z-fabryki-swietego-mikolaja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń