piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 6

Na wstępie chciałam ogromnie przeprosić za długą nieobecność. Usprawiedliwiam się tym, że miałam dużo nauki i naprawdę ograniczony dostęp do komputera. Oczywiście rozdział już napisany i mam nadzieje, że spełni wasze oczekiwania. Od teraz kolejne posty będą się pojawiać bardziej regularnie tak jak wcześniej Możecie się spodziewać, że teraz akcja będzie nabierała  tępa. Ten rozdział chciałabym poświęcić Collinowi. Dowiecie się trochę o jego przeszłości, sprawach rodzinnych i uczuciach. A więc nie przedłużając zapraszam do czytania:

Rozdział 6

Niełatwo jest uciec od psychologa, gdy już raz złapie cię w swoje sidła. Prawda jest taka, że nie ma na świecie osoby, która nie borykałaby się z jakimiś psychologicznymi problemami, a lekarze zawsze uważają zwykłe problemy za ciężką chorobę psychiczną. Dobra wiadomość jest taka, że nie skierowano jeszcze Collina  do szpitala. Mimo wszystko sto złotych za godzinę wizyty to dla niego zbyt dużo. Mówią o jakichś przypadkach, o których w gruncie rzeczy można by samemu wyczytać w książce. Ależ to dochodowy interes.
-Więc znowu powinienem jedynie mówić o mojej przeszłości?
Collin znajdował się na piątym piętrze pewnego budynku w Centralnym Przedsiębiorstwie. W pokoju terapeutycznym siedział twarzą w twarz z lekarzem. Sam pokój miał ponad 50 metrów kwadratowych powierzchni. Wygodna kanapa i surrealistyczny obraz na ścianie miały pomóc pacjentom się odprężyć, a przyjemna muzyka w tle miała za zadanie poprawiać samopoczucie. 
-To byłby już dziesiąty raz, racja?
Głos doktora Mine był opanowany. Jego otyłość została ukryta pod białym fartuchem. Skierował swoje ciepłe spojrzenie w stronę Collina. Chłopak zdążył przeczytać biografię psychologa na odwrocie jego  książki. Zdjęcie ukazywało pospolitego, pucułowatego faceta, podobnego do prosiaka. Mimo to, był  całkiem dystyngowanym człowiekiem. Studiował w Stanach, zachowywał się jak wykładowca jednego z wielu uniwersytetów w Anglii, był też psychologicznym doradcą w uniwersyteckim szpitalu.
-Collin, nadszedł czas, abyś powiedział mi prawdę. 
Dotarcie do sedna zawsze zajmowało mu sporo czasu, ale Collin już się do tego przyzwyczaił.
-Minął już rok, odkąd pierwszy raz się spotkaliśmy. Prawdę mówiąc, po tym, co mi powiedziałeś, nie do końca ci uwierzyłem.
-Naprawdę?
-Więc o czym mi wtedy mówiłeś?
Można powiedzieć, że jego praca polega na nakłanianiu pacjentów, żeby mówili mu to, co już w gruncie rzeczy wie. 
-Wygląda na to, że traktuję świat inaczej niż inne osoby w moim wieku. Wszyscy zawsze mówią, że trzeba ufać innym, szanować swoich zwierzchników, pomagać przyjaciołom i darzyć szacunkiem swoich rodziców, ale ja tak nie uważam. Wierzę, że ludzi można kupić za pieniądze i w to, że każdy myśli tylko i wyłącznie o sobie.
Doktor Mine potrząsnął swoją wielką głową.
-Ludzie mają dobre i złe cechy. Gdy dzieci zobaczą jakiegoś bezpańskiego psa, zapewne będą chciały się nim zaopiekować, jednak z drugiej strony bez najmniejszych skrupułów wyrwą muszce skrzydełka. Gdy zaczną dorastać, nauczą się, jak się zachowywać; będą wiedzieć, co jest słuszne, a co nie. Dla przykładu: chciałeś kiedyś kogoś uderzyć?
-Tak, ktoś kiedyś pożyczył ode mnie pieniądze i nie miał zamiaru ich oddać. Myślałem, że go za to zabiję.
-Ale tak naprawdę nie chciałeś go zabić... Prawda?
-No… nie.
Znowu pokiwał głową zadowolony.
-Tak, to jest właśnie ta granica. Granica, która dzieli twoją osobowość na dobrą i złą stronę.
-A czy to moje zachowanie może być skutkiem okresu dojrzewania?
-Właściwie to pewien uczony na Uniwersytecie w Ameryce przeprowadził eksperyment. Dowiedziono w nim, że emocjonalne wahania nastolatków w okresie dorastania nie przyczyniają się znacząco do rozwoju przestępczego zachowania.
-Ale rzeczy, które teraz robię, to nic innego, jak przestępcze działania.
Leroy przedstawił Collina doktorowi Mine, więc niejako wie on o jego pozycji w Korporacji Breen
-Chodzi mi o to, że twoja wiara w to, że ludzi można kupić za pieniądze musi mieć swoją przyczynę. 
-A tą przyczyną jest...?
-To musisz już samodzielnie odkryć.
Naprawdę dochodowy interes... Godny poszanowania. Oczywiście jest powód, dla którego Collin wydawał pieniądze na te konsultacje. To procedura, przez którą musiał przejść, aby otrzymać podpis psychiatry na pewnych dokumentach. Dokumenty te pozwoliłyby mu opuszczać zajęcia i z łatwością ukończyć szkołę. Dla osoby takiej jak on, która nie chodziła zbyt często na zajęcia, to świetny interes. Oczywiście takie wizyty sporo kosztowały, ale przychodził tutaj tylko raz w miesiącu, więc nie było tak źle. Poza tym nie miał takiej osobowości, jak uważa doktor Mine…
-Może porozmawiamy dzisiaj o tym, jak to się stało, że Leroy Breen cię zaadoptował?
-Ta historia będzie trochę długa, nie przeszkadza to panu?
-Nie, nie przejmuj się tym. 
Collin zerknął na zegar na ścianie. Pozostało mu 15 minut do końca godzinnej sesji. Jeśli będzie gadał zbyt długo, to zapłaci więcej... 
-W skrócie to po prostu skutek zadłużenia mojego biologicznego ojca.
W sumie był dłużny jakieś 2 miliony. Większość tych pieniędzy pochodziła od banków. Prawdziwe problemy zaczęły się, gdy pożyczył pieniądze od organizacji Leroya. Rodzina Collina cały czas była nękana przez tę organizację. Po zastawie domu zabrali całe ich wyposażenie - nic im nie zostało. Ostatnio chłopak dowiedział się, że później sprzedali je w jakimś sklepie.  Po tym, jak zabrali im wszystko, zamiast na materachach, spali na zimowych kurtkach. Collin nigdy nie podejrzewał, że ta pożyczka będzie tak straszna w skutkach. Tak, zgodnie z ostatnio uchwaloną ustawą policja może interweniować w sytuacji, gdy obywatel ma problemy z mafią. Istniała nawet organizacja o nazwie ‘Stowarzyszenie Ofiar’. Używali Internetu, żeby zdemaskować, którędy pieniądze trafiają do mafii. Ale te wysiłki tylko rozśmieszały mafię. Jeśli jeden dług zostanie ściągnięty, to przyjdą po następne. Nawet, gdyby starali się od nich uciec, i tak by ich znaleźli. Nieważne, czy wynajęli ochronę, czy uciekli na drugi koniec świata...Zgłaszanie bankructwa było przez jakiś czas popularne, ale proces od złożenia wniosku o odszkodowanie do zakończenia trwał około roku. Jeśli w tym czasie mafia cię dopadła, byłeś już martwy. Twój dom, dom rodziców, dom twojego przyjaciela, hotele w pobliżu, taksówki, kioski, miejsca, w których można było podjąć tymczasową pracę... Szukali cię absolutnie wszędzie. Pozwolenie zadłużonej osobie na ucieczkę byłoby dla nich plamą na honorze. 
-Łatwo zostaliśmy złapani u mojej babci. Ścigali nas cały czas. To było przerażające. Te gnoje nie oszczędziły nawet mamy. Uderzyli mnie w twarz, kiedy próbowałem jej bronić. To był pierwszy raz, gdy spotkałem Leroya Breena. 
Znowu spojrzał na zegar. Jego godzinna sesja już prawie minęła. Musiał to przerwać.
-A więc to tak. Rozumiem.
-Naprawdę? No to w takim razie...
-Skończyłeś? –zapytał się doktor.
-Tak, poza tym muszę coś jeszcze zrobić.
-Rozumiem. Jednakże, Collin…
Doktor Mine delikatnie opuścił swoje powieki. 
-To, co przed chwilą mi powiedziałeś, wciąż nie pozwala mi powiedzieć, jaką jesteś osobą. Oczywistym pytaniem po tym, co powiedziałeś byłoby: ‘Dlaczego Leroy Breen zaadoptował dziecko osób, które były zadłużone’?
-Przepraszam pana, ale czas...  
-Och, w porządku. To zajmie tylko chwilę. Wiem, że jesteś skrupulatny, jeśli chodzi o czas. Pewnie przejmujesz się zapłatą, racja?
Od razu go przejrzał.
-...No to opowiem jeszcze co nieco.
-Dziękuję.
Collin westchnąłem i usiadł na miejscu.
-Powiedział: ‘Pewnego dnia mógłbyś stać się kimś’.
-Leroy tak powiedział?
-To pewnie przez to, że nie widział na mojej twarzy przerażenia mimo tego, że byłem bity przez bandytów.
-Byłeś wtedy naprawdę odważny. 
-Pewnie dlatego, że nie myślałem już wtedy o niczym.
-Ale to zadziwiające, że już wtedy zobaczył w tobie potencjał.
...Ten facet jest zbyt miły. Collin spotkał wiele osób takich, jak on. Niemniej jednak nie wyczuwał w nim niczego złego. Ale nieważne, jak bardzo ktoś jest uprzejmy, nigdy nie można mu ufać. Ludzie tacy jak ten człowiek, profesor uniwersytetu czy ordynator szpitala - wszyscy żyją tylko dla pieniędzy.  Co prawda dzisiaj dał chłopakowi zniżkę na rozmowę z nim, ale to po prostu zwykła manipulacja klientem. Klient zaufa lekarzowi i będzie chciał przyjść na następne wizyty. Jeżeli lekarz osobiście się tym nie interesuje, wtedy nie ma to sensu. Collin stał się synem Leroya Breena… Ponieważ w całym tym świecie nie znajdzie się większego drania, niż on.
-Leroy zapewnił mi godne warunki do życia, środki i motywację potrzebną do ukończenia szkoły.  Gdybym dzisiaj do niego poszedł i oznajmił, że chcę zacząć dla niego pracować, pracowałbym od jutra. Gdybym chciał poprawić swoje umiejętności walki, to przedstawiłby mnie trenerowi boksu.  Tylko, że nie robi tego z miłości czy dobrej woli. Gdy go o coś proszę, zawsze dostaję tę samą odpowiedź: ‘Słuchaj, Collin. Powodem, dla którego dałem ci te wszystkie rzeczy i pieniądze jest to, że chcę mieć cię pod kontrolą.’
Doktor Mine w jednej chwili stał się poważny.
-‘Gdyby kiedykolwiek wpadł ci do głowy pomysł wykończenia mnie we śnie, to wspomnisz najpierw to wszystko, co dla ciebie zrobiłem i zawahasz się chociaż na sekundę’.
-...Słyszałem pogłoski, ale okazuje się, że naprawdę jest okropnym ojcem.
-Czy to nie cudowne, jak łatwo można go zrozumieć?
Psycholog nie odpowiedział na pytanie Collina.
-Cóż, minęło już trochę czasu...
-Och, jeszcze jedna, ostatnia sprawa. –zawołał psycholog.
-O co chodzi?
-Czy twoi przyjaciele nie mówią ci przypadkiem, że masz słabą pamięć?
Chłopak zmarszczył brwi.
-…Czasami zapominam o obietnicach, które złożyłem.
Mocno pokiwał głową.
-A co to ma wspólnego z tym, o czym rozmawialiśmy? –zapytał Collin
-Nic takiego. To normalne dla młodego, zapracowanego mężczyzny takiego, jak ty.
Z pewnością ukrywa prawdę, inaczej by go o to nie spytał. Pewnie użyje tego jako głównego tematu na ich następnym spotkaniu.
- No to do zobaczenia przy najbliższej możliwej okazji.
-Dziękuję za dzisiaj.
Collin wstał i wyszedł. Po tym jak zapłacił, na końcu korytarza, dostał okropnych zawrotów głowy. Potrzebował jakiejś zmiany.
No to teraz... Czas przygotować się na sobotę. Nadszedł weekend, więc bary i kabarety wzywają. To czas dla Korporacji Breen. Collin powinien szybko wrócić do domu i wszystko zorganizować.
  -To nie żart.
Rozmawiając przez telefon wskoczył w luźne ubrania.
-Masz dom i lądujesz w Południowej Dzielnicy. Cudownie, żaden z nich nie jest obciążony hipoteką. Możesz wyobrazić sobie moje zdziwienie na wieść, że toniesz w długach. 
Ci skromni przedsiębiorcy... Ponieważ ich firmy są na skraju bankructwa, martwią się o własną skórę.
-Hej, nie będę się w to bawił.
Ze słuchawki płynie rozgoryczony głos, mówiący: ‘Proszę, przestań.’ ‘Moja córka bierze właśnie ślub.’ Obraża go, wyzywa od diabłów. Collin niczego nie czuję. Jego usta poruszają się mechanicznie. 
-Twierdzisz, że to ja jestem powodem, dla którego twoja córka nie ma udanego ślubu?
Inne osoby mogłyby tylko jęczeć… Będąc jedynie lekko zainteresowanym, postawił swoje ultimatum. Po zakończeniu długiej rozmowy przeszedł do nauki.
Włączył komputer, sprawdził wiadomości i akcje, które miały nieprzewidywalne skoki. Nie wydarzyło się nic niezwykłego... Sprawdzę jeszcze pocztę. Potem posłucham Bacha i położę się spać…- pomyślał zadowolony z siebie Collin.
-Hmm..
 Email z jakiegoś nieznanego adresu. Pewnie znowu jakieś ogłoszenie.
Zasadniczo chłopak kasował spam zaraz po jego otrzymaniu. Ale... Nadawca przykuł jego uwagę. “Diabeł”. Diabeł... Email od ‘Diabła’. Interesujące...
Kliknął myszką, żeby sprawdzić zawartość.
 ‘Pójdź, miła dziecino! Ach, o cóż ten płacz? Zabawię się z tobą tak pięknie - o patrz!’
...Co to, do cholery, jest? Jest tylko jedna linijka bezsensownego tekstu.
Cóż, wygląda na to, że to nie był spam. Takich idiotyzmów się nie wysyła.
Zamknął pocztę i przeciągnął się. Wyjął płytę Bacha z opakowania. Palce rozrywające opakowanie zatrzymały się ...“Diabeł”? Nagle dopadł go lekki ból głowy.
 -Znasz ‘Devila’? –spytała wtedy Mia
...Zbieg okoliczności? Jeżeli to tylko spam, to synchronizacja jest doskonała. Powinien porozmawiać o tym następnym razem z Mią. Ale nie będzie teraz o tym myślał. Miał nadzieje, że jutro wszystko się wyjaśni. Położył się na łóżku i zaczął rozmyślać. Pomyślał o Connie.
-Takie osoby nie mogą istnieć...
Skoro tak miłe i święte osoby istnieją, to czemu wtedy nie przybyli i mu nie pomogli? Czemu wtedy nie wyciągnęli do niego pomocnej dłoni? Chłopak wyjął zdjęcie. Zawsze będzie głęboko schowane, z dala od oczu innych ludzi. Prymitywne, stare zdjęcie bez ramki. To jego matka, gdy była młoda… Zabrał je. Patrząc na zdjęcie, wybrał numer na komórce. Klęcząc w smutku Collin czekał w niepokoju aż połączenie zostanie nawiązane. Po dziesięciu sygnałach...
-Halo, mama?
Nie zmieniła się ani trochę.
-Tak, ciężko pracuję. Haha, nie martw się...
Rozmawiał z nią jak nie na jeden, to na drugi temat.
-Ach tak, dostałem pieniądze… Tak, było 2 tysiące. Dzięki ...Tak, kupię sobie ciepłe ubrania na zimę. Poza tym nie martw się o to, że skończą mi się pieniądze… Dziewczyna? Nie, nie mam... Ale mam za to sporo przyjaciół… Śnieg pada?... Naprawdę? Więc i tutaj niedługo zacznie padać.
Matka nagle ucichła, tak jakby chciała słyszeć już tylko jego głos.
-…Pa, trzymaj się. Niedługo znowu zadzwonię. 
Gdy rozmowa się zakończyła, Collin podszedł do małego sejfu w kącie pokoju,
Wpisał hasło i otworzył go. Czy kiedykolwiek dostanie szansę na oddanie jej tego?  Czy  zaakceptuje te pieniądze jako zysk za jego ciężką pracę? Czy zobaczy, jak jego matka  cieszy się z tego, co osiągnął?
-...Mamo...