Rozdział 5
W tym tygodniu Collin nie opuścił ani jednego dnia szkoły, więc całkiem dobrze się czuł. Dla niego jest to miejsce, w którym można było się odstresować. Dzisiaj był w szkole dość wcześnie, więc na korytarzu nie było za dużo osób. Kiedy chłopak przybył do klasy, spotkała go niespodzianka. Dziewczyna, która była nieobecna przez kilka dni, w końcu zjawiła się w szkole i stała przy oknie.
-Cześć. –przemówił chłopak przyjaznym głosem. -Wcześnie dzisiaj jesteś, Felicity.
-…
Felicity w ogóle to nie zainteresowało i dalej podlewała kwiaty.
-Jesteś taka odpowiedzialna. Przychodzisz tutaj każdego ranka tylko po to, by podlać kwiaty, tak?
Jego rozmowa z tą dziewczyną nie jest bezcelowa.
-Nie było cię kilka dni, prawda? Nie mogę cię za to obwiniać, ale co się stało, że nie byłaś obecna w szkole? Mam nadzieję, że się nie przeziębiłaś.
Felicity jest córką dyrektora tej szkoły. A dyrektor jest także prezesem przedsiębiorstwa... A przedsiębiorstwo to pomaga Korporacji Time ――jednej z najlepiej prosperujących firm na rynku.. Korporacja Time produkuje wszystko, od długopisów po rakiety, a jej siedziba mieści się tutaj, w mieście Featherstone. Ogromna różnorodność produkcji wpływa na tutejszą gospodarkę. Ich wpływ tak oddziałuje na miasto, że jest to aż zaskakujące... Zupełnie tak jak Przymierze Souwa. Oznacza to, że jeżeli Collin będzie utrzymywał dobre stosunki z Felicity, to nie będzie problemu z różnymi operacjami finansowym.
-Hej, Felicity... Podałabyś mi swój numer? Może kiedyś gdzieś wyskoczymy? –Collin uśmiechnął się.
Ręce Felicity, które trzymały konewkę, nagle się zatrzymały.
-…Collin.
-Hm?
-Lubisz kwiaty?
-Um, cóż... Lubię patrzeć na przepiękne ogrody, ale to nie tak, że jestem jakimś maniakiem czy coś.
-Więc co lubisz?
-Dziewczyny. -musiał cały czas się uśmiechać, gdy to mówił. -Żartuję tylko. Tak naprawdę to muzykę klasyczną, kupiłem nawet wczoraj płytę.
-Muzka klasyczna... To wszystko?
-Hę? Chcesz dowiedzieć się o mnie więcej? Lubię też chodzić po mieście.
-Lubisz pieniądze? -ton głosu Felicity delikatnie się zmienił.
-Pieniądze, mówisz? Od zawsze byłem bogaty, więc nigdy się nad tym nie zastanawiałem. -Uśmiechnął się drapiąc przy tym w tył głowy, ale wtedy Felicity nagle przemówiła.
-Wielka szkoda... A już zamierzałam się z tobą kłócić, gdybyś powiedział: ‘Nienawidzę pieniędzy’.
-Haha... O czym ty mówisz? A jak jest z tobą, Felicity? Lubisz pieniądze?
Dziewczyna nie odpowiedziała.
-Wiem o tobie.
-...Niby co?
-Wozisz się drogimi samochodami.
-Mówiłem ci, że jestem bogaty, ojciec mi go kupił.
Ale... Co ona wie?
-Spędzasz czas z jakimiś groźnie wyglądającymi ludźmi.
-…
Widziała go z kimś na ulicy...? Nikt z tej szkoły nie powinien wiedzieć o Korporacji Breen. Zawsze uważał, aby nikt się o niej nie dowiedział...
-Rozkazujesz osobom trzy razy starszym od siebie, zupełnie jakby byli niewolnikami.
-Um, gdzie to widziałaś...?
-W Południowej Dzielnicy. Mój dom jest blisko posiadłości twojego ojca. –powiedziała Felicity mrużąc lekko oczy.
-Więc dlatego…
Teraz nie ma sensu udawać głupiego. –stwierdził w myślach Collin. W końcu Felicity była córką dyrektora. Gdyby tylko chciała, łatwo mogłaby dojść do tego, czym zajmuje się uczeń.
-No i co? – chłopak delikatnie się uśmiechnął -Skoro wiesz, że zarządzam ogromnym kapitałem w Korporacji Breen, to co zamierzasz zrobić z tą informacją?
-Więc ujawniasz się, gdy ktoś ci grozi, tak?
-Mów, czego chcesz.
-Dlaczego udajesz takiego leniwego ucznia w szkole?
-Nikt nie będzie wyjawiał swoich grzechów, dopóki nie zostanie do tego zmuszony, czyż nie?
-Och, więc wiesz, że robisz coś, czego nie powinieneś?
-To był tylko przykład. Gdybym był tobą, przestałbym zrzędzić i krytykować w ten sposób. To stawia cię w złym świetle.
-Wbrew temu, jak wyglądasz, jesteś bardzo inteligentny. Nie uważam, że mam jakieś szanse na wygraną.
Felicity pozostała niewzruszona ...To trochę problematyczne. Powodem, dla którego Collin uczęszczał do szkoły, jest nie tylko to, że chciał się odstresować, ale także to, że pragnął ukryć swoje kontakty z podziemiem. Praktycznie wszystkie interesy załatwiał albo telefoniczne, albo przez e-maile. Nawet nie widział osób, z którymi załatwiał interesy. W jego świecie pokazywanie twarzy równoznaczne było z narażaniem życia. Oprócz Leroya tylko kilka osób w korporacji znało jego tożsamość. Dlatego tak istotne jest to, aby Felicity nikomu o niczym nie powiedziała.
-Mogę cię prosić, żebyś nikomu o tym nie mówiła?
-…
-Proszę.
Felicity nie odpowiedziała.
-Rozumiem. Ile chcesz?
-Ghh… Nienawidzę cię. To wszystko, co mam do powiedzenia.
-Czekaj, nie uciekaj! –Collin chwycił rękę Felicity.
-Co powiesz na jeden tysiąc?
-Mówisz poważnie?
-Pieniądze to jedyny sposób na załatwienie takich spraw.
-Ale jesteś żałosny.
-Twoja sympatia nie jest dla mnie najważniejsza. Po prostu chcę się czuć bezpiecznie.
Podszedł do niej bliżej. Usta dziewczyny zaczęły drżeć.
-...Wszyscy na nas patrzą.
-Powiem, że na ciebie wpadłem.
-To głupie...
-A co z tobą? Rzadko pokazujesz się w klasie. Miałaś chociaż jakaś przyjaciółkę? Myślisz, że ktoś mógłby stanąć po twojej stronie?
-…
Kąciki drżących ust Felicity opadły.
-Pogódźmy się, okej?
-…Puszczaj mnie.
Zadzwonił dzwonek.
-Mam nadzieję, że następnym razem urządzimy sobie milszą pogawędkę.
Tym razem Felicity uwolniła się z jego uścisku.
Centralna Aleja celuje z usługami głównie w młodsze pokolenie. Dla mafijnych przedsiębiorstw takich jak Korporacja Breen, która macza palce zarówno w legalnych jak i nielegalnych interesach, to główny dochód. Korporacja Breen ma teraz największe udziały w Centralnej Alei, ale inne organizacje znowu zaczynają tutaj celować, wiec muszą być czujni...Są jakieś zaległe sprawy, które powinnny zostać załatwione?...Jak się o tym pomyśli, to wciąż jest Felicity...Dziewczyna gardzi Collinem, ponieważ nie podoba jej się to, że pracuję dla mafii w tak młodym wieku. Każdy posiadający uczciwą pracę byłby wstrząśniety, gdyby dowiedział się o tym, czego dokonał. Ale to nie jest niezwykłe dla potężnych grup, aby używać do tego młodych ludzi. Są młodzi, pełni energii, nieświadomi i nierozważni.
A najważniejsze jest to, że są chronieni przez prawo, jeśli coś się nie uda. W awangardzie przemocy nie ma lepszego wyjścia. Mała różnica między Collinem, a innymi jest taka, że Leroy nie traktował chłopaka jak pocisku.
Do pracy nie używał mięśni, tylko mózgu. Od dnia, w którym został adoptowany, Leroy dostarczał mu wszystko, czego potrzebował. Dał mu nawet możliwość uczenia się. Wszystko, co mógłby sobie wyobrazić, znajdowało się w opuszkach jego palców. Jednakże Leroy kontrolował każdy grosz, który na niego przeznaczył. Nie tylko na jedzenie i wodę. Wynajmował mu pokój, podliczał koszt mebli, a nawet chusteczek. Collin czuł, że jego życie to jeden wielki zaciągnięty u niego kredyt. Wszystkie stale powiększające się koszty zmuszały chłopaka do użycia mózgu, aby go spłacić... Z pewnością każdy problem na tym świecie może zostać rozwiązany za pomocą pieniędzy.
Weźmy na przykład Centralną Aleję. Na całą budowę przeznaczono zapewne ogromne ilości pieniędzy. Telefony komórkowe, które wszędzie dzwonią, kobiety ubrane w firmowe sukienki. Z okazji zbliżającego się końca roku w planach jest nawet naprawa dróg. Nawet zimne nocne niebo pochłonięte jest przez aurę budynku Korporacji Time.
-Zniszczę je wszystkie... -szepnął Collin do siebie.
-Zimno jest... –usłyszał głos za sobą.
Mia stała przede nim, nie widział nawet, kiedy podeszła.
-Och... Mia? Nie sądzisz, że jest już trochę późno?
-Nie aż tak. Poza tym tu pracuję, dopiero wracam do domu.
-Naprawdę? A gdzie pracujesz? –zaciekawił się Collin
-Uch, mam prośbę...
-Nawet nie słuchałaś, co...?
...Naprawdę jej nie lubił.
-Uch, przepraszam. Taka już jestem, że czasami przygnębiam ludzi, którzy znajdują się blisko mnie. Czasami czuję się jak mądrala pośród samych emo.
-…
-Pracuje w sklepie z owocami.
-Rozumiem… więc czego chcesz?
Mia pochyliła swoją głowę.
-Mógłbyś pożyczyć mi swoją komórkę?
-Moją komórkę? Nie masz swojej?
-Nie, nie lubię rozmawiać przez telefon.
-To nie tylko rozmowy. Przecież nie używa się ich tylko do dzwonienia.
-To nieprawda.
...Widać, że nie wie wielu rzeczy.
-Um, zapomniałam swojego portfela z kiosku, a niedługo go zamkną, jeśli szybko nie zadzwonię. Przepraszam, że tak nagle.
Coś tutaj nie gra. Ta dziwna dziewczyna... Czy ona przypadkiem nie próbuje sprawdzić historii ostatnich połączeń Collina?
-...Ach, przepraszam. –powiedział szybko chłopak, odwracając wzrok
-Co?
-Nie mam przy sobie mojego telefonu.
-Nie masz? -Mia przewracała oczami jakby była w szoku.
-Wydaje mi się, że zgubiłem go jakąś godzinę temu. I szukam go od pewnego czasu.
Jej oczy błyszczały.
-To kłamstwo.
-...Co?
Mia powoli skupiła na nim swój wzrok.
-Zimno dzisiaj, czyż nie?
-…
-Uszy tak mi zmarzły, że są całe czerwone. Ale u ciebie tylko lewe ucho jest czerwone. Oznacza to, że przez jakiś czas przyciskałeś coś do prawego ucha.
...Spostrzegawcza jest.
-Okej, okej. Chciałem się tylko trochę z tobą podroczyć. Już się tak na mnie nie gap.
-Ach, nie szkodzi. Też żartowałam. Pewnie śmialibyśmy się, gdybyś powiedział, że twoje prawe ucho opiera się zimnu.
Jak zwykle Collin się uśmiechnął. Mia też się "jakoś" uśmiechnęła. Gdy wręczył jej swój telefon, od razu zaczęła wybierać numer.
-Cześć, tutaj Mia... Tak, długowłosa Mia. Kiosk jest jeszcze otwarty? Świetnie...
Wróciła do swojego ponurego humoru. Im więcej Collin się o niej dowiadywał, tym dziwniejsza się stawała… Chociaż musiał przyznać, że jest genialna i potrafi napędzić stracha... A może tylko tak silnie na niego oddziaływowała? Chłopak czuł się tak, jakby jej wzrok był w stanie zobaczyć całą prawdę o nim.
-Okej, dzięki, skończyłam rozmawiać.
-Och, znaleźli twój portfel?
-Och, tak. Wygląda na to, że wypadł mi, gdy wkładałam banany do lodówki. Później podniósł go właściciel stoiska. -zaczęła się drapać po głowie. -No dobrze. Cześć, przepraszam za kłopoty...
Mia odwróciła się i ruszyła przed siebie.
-Więc jaka jest twoja prawdziwa praca?
-Co?
Mia odwróciła się. Może to tylko wyobraźnia Collina, ale dziewczyna wyglądała na szczęśliwą.
-Praca w kiosku z owocami to ściema, co nie?
-Co dokładnie masz na myśli?
...Jaki był jej motyw?
-Jeszcze nigdy nie słyszałem, żeby ktoś trzymał banany w lodówce.
...Pewnie powiedziała to specjalnie i teraz go testowała…
-Ach, racja. Masz mnie, jesteś naprawdę mądry, Collin. Udało ci się wychwycić kłamstwo podczas naszej rozmowy.
-Haha... A ty, Mia, jesteś niezwykle interesującą osobą.
...Więc zasadniczo nie miała żadnego celu w pożyczeniu jego telefonu.
-Ach, przepraszam, to nieprawda. Ale moje prawdziwe miejsce pracy to tajemnica. Dzięki. Ale jest jeszcze coś, o co chciałabym zapytać, skoro juz tyle sobie powiedzieliśmy. W porządku?
I nadchodzi…
-Hm? O co chodzi?
...Następny etap będzie istotą tej rozmowy.
-Nie, to nic ważnego, ale...
Mia powoli prostowała swoje plecy.
-Znasz ‘Devila’?
-Hę...?
Mia patrzyła na niego surowym wzrokiem.
-Kim on jest?
Leniwa atmosfera, która dominowała w rozmowie, nagle zniknęła.
-Więc go nie znasz?
-A czemu miałbym znać?
-Przybyłam do tego miasta właśnie po to, aby znaleźć ‘Devila’.
-...Mówisz poważnie?
-To wszystko, co chciałam powiedzieć. Po prostu szukam ‘Devila’ i chcę, żebyś o tym wiedział.
Collin nie odpowiedział. W oczach Mii oprócz determinacji można było ujrzeć także nienawiść.
-Przepraszam, że zajęłam ci czas…
Zniknęła wsród tłumu Centralnej Alei. Mia szuka kogoś, kto nazywa się ‘Devil’ ...Coś tutaj nie gra. Mia może i zachowuje się trochę dziwnie, ale jest na tyle inteligentna, by wiedzieć, co robi. Dlaczego więc mówi rzeczy, które niektórzy mogą uznać za wariactwo? I czemu powiedziała to akurat Collinowi...?
-…Czas wracać do domu...
Nawet jeśli będzie o tym myślał, to pewnie i tak do niczego nie dojdzie.
Mia... nazywa siebie bohaterką. Obrończyni sprawiedliwości, która każe złych i pomaga słabym. Nie istnieją tacy ludzie. Ale gdyby ktoś taki istniał, chłopak chciałby o tym wiedzieć.
***
W tym dniu obszar śródmieścia miasta Featherstone nazywany Centralnym Przedsiębiorstwem został osnuty ciemnością nocy. Rzędy ogromnych budynków chroniły opuszczone ulice przed mroźnym powietrzem. Bezpańskie psy, bezdomni, wszyscy trzymali się z dala od tego miejsca. Tylko w tej jednej dzielnicy znajdowały się setki biur potężnych przedsiębiorstw. Podczas godzin szczytu pokazywali się tutaj ludzie sławni na całym świecie, którzy są łakomym kąskiem dla mediów.
W centrum tej dzielnicy wybudowany jest wielki, przyciągający uwagę drapacz chmur... Ogromny wieżowiec pnie się w górę na wysokość pięćdziesięciu pięter i schodzi w dół na sześć. Został zaprojektowany tak, aby przykuwać wzrok. Inne wieżowce miały przy nim wyglądać jak domki jednorodzinne. Ten wieżowiec, to główna siedziba Korporacji Time —— jednej z najlepszych firm w Anglii. Kiedy inne firmy "spały", tylko ta się "przebudziła". W najgłębiej położonej części budynku stał ‘Devil’. Siódme piętro pod powierzchnią ziemi, piętro, które w ogóle nie powinno istnieć. Ukryte pomieszczenie. Tak, miejsce to należało do Korporacji Time, jednakże tylko nielicznym wolno było tam wejść. Przeciętny pracownik nawet nie był świadomy istnienia tego pomieszczenia. Budynek ten miał więcej zabezpieczeń, niż inne budynki w Centralnym Przedsiębiorstwie. Kamery, wykrywacze metalu, mieli wszystko. Jedynym sposobem dostępu do tego pomieszczenia była winda, która znajdowała się na parterze. Można było nią zjechać tylko na siódme piętro. W sytuacjach wyjątkowych potrójnie wzmocnione szkło oddzielało drzwi windy od wejścia do tego pokoju.
-Nawet gdyby w tym pomieszczeniu ktoś został zamordowany, dowody można by łatwo zniszczyć.
Powiedział to samotny mężczyzna. Ubrany był w garnitur, wyglądał na pięćdziesiąt lat. Wśród starannie przyczesanych włosów można było zauważyć siwe pasma. Jego plakietka Korporacji Time odbijała światło przyciemnionej fluorescencyjnej lampy.
-Bardzo przepraszam, że zadzwoniłem do ciebie tak późno, ale chciałem przypomnieć ci, jak nagli mnie czas. -Ton głosu mężczyzny świadczył o jego zaufaniu.
Jego imię to Deon. Jako Szef Korporacji Time zarządza całym przedsiębiorstwem, to on sprawuje tutaj rządy absolutne. Jedno polecenie tego człowieka z łatwością mogłoby sprawić, że jakiś dom mógłby zostać zburzony. Jedno jego słowo mogłoby zmusić pracownika do odebrania sobie życia.
Jednak ‘Devil’ gapił się tylko na ścianę znajdującą się przed nim.
-Zarządzałeś naszym przedsiębiorstwem z cienia przez prawie rok, czyż nie? –upewniał się Deon
‘Devil’ kiwną głową zgadzając się z tym.
-Na początku myślałem, że do niczego się nam nie przydasz. Pomimo rekomendacji od CEO to przedsiębiorstwo prosperowało dumnie przez osiemdziesiąt lat, nie pozwalając osobom takim jak ty tak łatwo się wmieszać. –powiedział powoli mężczyzna
Deon przeczesał włosy rękoma. Zapewne jakieś przyzwyczajenie z pracy w handlu. ‘Devil’ spojrzał na niego.
-To prawda, że efekty twoich działań są bardzo zadowalające. Dzięki tobie nasze przedsiębiorstwo znów ma monopol dobrze prosperuje. Jesteś inny niż...
Nie przestawał go chwalić. Jednakże ‘Devil’ wyczuł, że Deon ma na myśli coś innego. W końcu przemówił.
-Chce pan powiedzieć, że już więcej mnie nie potrzebujecie? -Spokojnym głosem przeszedł od razu do sedna sprawy.
Deon zamilkł.
-Zarobiłeś ogromne pieniądze dzięki moim zaleceniom. –przypomniał mu ‘Devil’.
-...T-Tak...Nasze przedsiębiorstwo zbyt wiele ryzykuje.
-Przeze mnie?
-Z powodu drzemiącego w tobie diabła.
Usta Deona zadrżały. ‘Devil’ wiedział. Deon może i jest wysoko postawioną osobą, ale wie jedynie, jak zarządzać legalnymi interesami. W porównaniu do nielegalnych interesów zaplanowanych przez ‘Devila’ - Deon jest zwykłym żółtodziobem.
-Będę z tobą szczery. Chcę, żebyś wyjechał do Ameryki Południowej. –powiedział Deon.
-Trochę ciepło tam jest. -‘Devil’ pozwolił sobie na delikatny uśmieszek. Deon spróbował jakoś załagodzić sytuację.
-Powinieneś się tam ukryć dopóki rzeczy się nie uspokoją.
-Jak już mówiłem, jest tam dla mnie trochę za gorąco.
-Tak, jest tam gorąco, ale przygotowałem dla ciebie kurort. Obiecuję, że będziesz traktowany przyzwoicie...
-Źle. -‘Devil’ potrząsnął głową
-C-Co źle?
-Powinieneś bardziej się o mnie troszczyć, skoro tak bardzo ci pomagam.
-…Bardziej?
Właśnie w tej chwili drzwi windy się otworzyły. Mężczyzna w bieli wszedł do środka. Deon odwrócił się w jego kierunku. Przywitał go wzrokiem błagającym o pomoc.
-Pozwól mi kogoś przedstawić. To Seth…
Seth był młodym mężczyzną, który na oko miał ponad dwadzieścia lat. Miał bladą cerę i sprawiał wrażenie słabowitego, ale z jego oczu bił niesmowity blask. Wyglądał tak, jakby więcej czasu przesiedział w laboratorium niż w firmie.
-To nasz nowy doradca. Ukończył Uniwersytet w Bostonie. Zaprosiliśmy go tutaj z ogromną przyjemnością.
-Więc to mój następca? –‘Devil’ zmarszczył brwi.
-Studiowałem teorię gier. –powiedział Seth ochrypłym głosem.
-Słyszałem, że mówią na ciebie ‘Devil’. Czekałem na dzień, w którym cię poznam, ale nie sądziłem, że będziesz tak młody. Mam dwadzieścia sześć lat, ale ty musisz być jeszcze młodszy. To po prostu biznes. Od teraz Korporacja Time wejdzie w nową, legalną erę swojej działalności.
Seth kontynuował swoją pretensjonalną przemowę. ‘Devil’ nie czuł urazy do młodych mężczyzn, którzy zostali zaślepieni przez dumę. Uśmiechnął się, myśląc: ‘Och, daj spokój, dzieciaczku.’
-Czyżbyś miał coś do powiedzenia? –zapytał Seth
-Na pewno jesteś inteligentny. Jednakże musisz się jeszcze czegoś nauczyć, nieprawdaż?
Seth zaśmiał się szyderczo.
-Posłuchaj, chłoptasiu. Strategia marketingowa to nic innego jak teoria. Skutki zawsze będą takie same, niezależnie od niczego. Zostało naukowo udowodnione, że ludzie tacy jak ja, którzy potrafią przewidzieć, co się stanie, bardzo przydają się takim firmom.
-Brzmi wiarygodnie…
‘Devil’ powoli podszedł do Setha.
-No to zagrajmy w grę.
-W gre? –zdziwił się Seth.
-Jeśli wygrasz, wtedy wycofam się. Uznam twoją wyższość.
Usłyszawszy, co powiedział ‘Devil’, Seth uśmiechnął się.
-Oczywiście. Co to za gra?
‘Devil’ wyciągnął lewą rękę i trzymał ją przed Sethem. Wyprostował swoje palce i powiedział:
-Ty też wyciągnij swoje palce.
Seth podniósł swoją lewą rękę.
-Łącznie mamy dziesięć palców. –kontynuował ‘Devil’.
-Nawet ‘Devil’ ma tylko pięć.
‘Devil’ spokojnie kontynuował, ignorując kpiny Seth.
-Reguły są proste. Po kolei będziemy naszymi prawymi rękoma zginać te dziesięć palców.
-Gra w zginanie palców? Jestem w tym całkiem niezły.
-Możesz zgiąć jeden lub dwa palce w czasie swojej kolejki, ale nie możesz zgiąć dwóch palców tej samej ręki dwa razy z rzędu.
-Po jeden albo dwa palce? I osoba, która zegnie ostatni palec wygrywa?
-Bystry jesteś. Jakieś pytania?
Wtedy Seth cicho zachichotał. Próbował ukryć swoją radość. Wyglądało na to, że śmiał się z głupoty swojego przeciwnika.
-Mam prośbę, ‘Devil’. –doezwał się po chwilii Seth.
-Jaką?
-Mogę wykonać pierwszy ruch?
‘Devil’ kiwnął głową. Seth uśmiechnął się głupio na myśl, że jego prośba została zaakceptowana.
-Mam pewien pomysł –powiedział ‘Devil’ tajemniczo.
-Śmiało. Mów. –zachęcał go Seth.
-Dwadzieścia sekund na każdy ruch, co ty na to?
-Dwadzieścia? Dziesięć powinno wystarczyć.
-Naprawdę wystarczy ci tylko dziesięć sekund?
-Tak. –potwierdził Seth
-Jesteś pewny? –upewniał się ‘Devil’
-Koniec tej rozmowy. Zaczynajmy.
‘Devil’ i Seth stali naprzeciw siebie. Każdy miał wyprostowane palce lewej ręki.
-No to zaczynajmy. Wykonam pierwszy ruch. –powiedział Seth.
Seth uniósł prawą ręką zginając swój własny kciuk.
-Oto pierwszy ruch.
Skoro zaczęli od kciuka Setha, to osoba, która zegnie mały palec ‘Devila’ będzie zwycięzcą.‘Devil’ zgiął swój własny kciuk i palec wskazujący Setha.
-Twój ruch. Limit to dziesięć sekund.
Seth zgiął palec wskazujący ‘Devila’
-Jeden wystarczy?
-Tak. Zwycięstwo i tak jest już moje.
Podczas następnego ruchu ‘Devil’ zgiął dwa palce. Środkowy palec Setha i swój. Po tym ruchu Seth zachichotał.
-Nie rozśmieszaj mnie, ‘Devil’.
-O co ci chodzi?
-To gra matematyczna, w której osoba, która wyliczy numer dziesięć, wygrywa. Nawet gimnazjalista potrafiłby wygrać.
Seth dotknął swojego serdecznego palca, śmiejąc się w niekontrolowany sposób.
-Mój serdeczny palec jest siódmym w grze. Teraz wygranie tego jest dziecinnie proste, jeśli tylko spojrzysz na to wstecz. Aby zgiąć ostatni palec, trzeba zgiąć siódmy, wtedy się wygra.
-Ach...
-Musisz zgiąć czwarty, by zgiąć siódmy, musisz zgiąć pierwszy, by zgiąć czwarty. A to oznacza, że osoba, która zacznie, ma od początku zagwarantowane zwycięstwo.
‘Devil’ słuchał tłumaczenia Setha.
-Oznacza to, że kiedy zgiąłem siódmy palec, to ‘Devil’, że możesz zgiąć tylko ósmy albo ósmy i dziewiąty równocześnie. Jeżeli zegniesz ósmy, to ja dziewiąty i dziesiąty. Jeżeli zegniesz ósmy i dziewiąty jednocześnie, to ja zegnę dziesiąty.
Wtedy Seth w końcu zgiął siódmy palec ―― serdeczny palec swojej ręki.
-Za dużo gadasz. Już dawno minął twój limit.
‘Devil’ powiedział to spokojnie.
-Już chciałem ci powiedzieć, że przegrałeś, ale tym razem ci odpuszczę.
-Jesteś szlachetny, ‘Devil’. Dziękuję za twoją wspaniałomyślność.
-Ale drugi raz ci nie podaruję. Kontynuujmy.
-Kontynuować grę? Nie słyszałeś, co mówiłem?
Pozostały trzy palce. Ósmy ―― serdeczny palec ‘Devila’... Dziewiąty ―― mały palec Setha...I dziesiąty ―― mały palec ‘Devila’.
-Jesteś głupi? To ja zgiąłem siódmy palec! Przegrasz, przecież o tym wiesz!
-Nigdy nie wiesz, kto będzie zwycięzcą, dopóki gra się nie skończy.
‘Devil’ zgiął swój serdeczny palec, potem wyciągnął swoją prawą rękę w kierunku małego palca Setha.
-…Co za irytująca osoba. Panie Deon, uznałby pan już moje zwycięstwo?
Seth już świętował swoje zwycięstwo, gdy to się stało.
-Aaaa -Seth niespodziewanie krzyknął. Nie wiedział dokładnie, co się przed chwilą stało, ale na jego twarzy widać było cierpienie i szok.
-Eeee, c-coś ty zrobił?!
W przeciwieństwie do spanikowanego Setha, ‘Devil’ pozostał spokojny.
-Wykręciłem ci palec, czyż nie? Jeśli doświadczyłeś tego wcześniej, to będziesz wiedział, że po jakimś czasie można przyzwyczaić się do bólu.
Twarz Setha zbladła. Jego palec wykręcony był w niewiarygodny sposób. Bez wątpienia był to szok dla kogoś takiego, jak on.
‘Devil’ naprawdę wykręcił mu mały palec.
-Teraz twój ruch. Mówiłeś, że dziesięć sekund wystarczy, czyż nie?
Seth nie odpowiedział. Zamiast tego drżał z bólu.
-Co jest? Powiedziałem wcześniej, że drugi raz ci nie odpuszczę, jeśli przekroczysz limit. No dalej, mój mały palec jest ostatnim palcem, który pozostał. Musisz go zgiąć i wygrasz.
-P-Pomóż mi…!
Seth nie myślał już o grze. Pojedynek został rozstrzygnięty. ‘Devil’ opuścił jego rękę i zaczął z nim rozmawiać.
-Wiedziałem o twoich zdolnościach strategicznych po twoim pierwszym ruchu.
‘Devil’ kontynuował swoją przemowę, nie okazując na twarzy ani krzty dumy.[
-Tak jak powiedziałeś, osoba, która wykona w tej grze pierwszy ruch, wygrywa. Wszyscy tak myślą, dlatego trzeba zrobić coś, aby przestali tak myśleć.
Seth pochylił głowę, dotykając ręką czoła. W końcu zrozumiał swoją całkowitą porażkę.
-Powinieneś złamać mój palec w pierwszym ruchu. W przeciwieństwie do małego palca, złamanie kciuka jest bardziej bolesne. To dlatego sugerowałem, żeby dać dwudziestosekundowy limit. Po to, żebym mógł oswoić się z bólem.
- Ooo mój Boże... Łamiąc czyjś palec w taki sposób...
-Nie możesz być strategiem w korporacji, jeżeli boisz się kogoś zranić. Nasze jedno słowo może zniszczyć całe przedsiębiorstwo, rozbić rodzinę, a nawet zmusić pracownika do samobójstwa. To nie jest praca dla zwyczajnego człowieka.
‘Devil’ spojrzał na Deona stojącego w kącie pomieszczenia, jak ozdoba.
-Panie Deon, rozumie pan?
-...Mh, mhm.
Pot pojawił się na czole Deona, jak gdyby dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak potężny jest ‘Devil’
-Jeżeli naprawdę uważasz, że nie potrzebujesz mnie w swoim przedsiębiorstwie, radziłbym ci zrobienie czegoś mniej lekkomyślnego niż wysłanie mnie do Ameryki Południowej. To bardzo pochopna decyzja. Poza tym nadal mam niedokończony interes i aby go zakończyć, potrzebuję pomocy twojego przedsiębiorstwa. Mam także nadzieję, że otrzymam jakąś sowitą zapłatę w zamian za to, ile tej korporacji udało się dzięki mnie zarobić. Jeżeli zostanę niesprawiedliwie potraktowany, zemszczę się na Korporacji Time.
-Ro... Rozumiem... -Deon podniósł nerwowo swoje ręce.
‘Devil’ kontynuował.
-Powiedziałeś to wcześniej, nieprawdaż? Że jeśli ktoś tutaj zginie, to bardzo łatwo można pozbyć się dowodów, czyż nie?
-Powiedziałem tak...
-Powinieneś był mnie zabić. To byłoby najlepsze rozwiązanie.
-Cze-czekaj!
‘Devil’ wiedział, jak kontrolować innych. Bez zastanowienia sprawiał im ból. Deon i Seth nie potrafili tego zrobić. Przed chwilą ‘Devil’ zademonstrował tę kolosalną różnicę pomiędzy nimi. To doskonała i wspaniała, przytłaczająca siła ...
-Pieprzony Demon…
Przekleństwo Deona było tylko komplementem dla ‘Devila’.
Rozdział długi - super! Widzę, że się rozkręcasz. ;) Fajnie, że wprowadziłaś nowy wątek, łyknęłam go z przyjemnością. Akcja powoli nabiera tempa... Czekam na więcej.
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy rozdział na moim blogu! Bubblegum. :)
http://oblakanie.blogspot.com/